Nazad da Antalohii
Sustrec^a
z aficeram Smarhonskaha pahranatradu
Slavamir Adamovic^
- Dzien' dobry, palkownik! Ja Slavamir.
Budziem znajomyja? - Budziem.
Tras^c^yc' i rviecca ad hukaw efir,
I rvucca ad kas^lu hrudzi.
- Palkownik, prystupim. Vos' karta i plan.
Dalej my ciarpiec' nia moz^am...
- Ja viedaju, hety pars^yvy klan
My z'nis^c^ym i pieramoz^am.
- Vydatna, palkownik! Vy, bac^u, nas^,
saprawdnaj kas'ci bielaruskaj.
Vy budziecie nis^c^yc' zdradnikaw az^
navat na hlebie ruskaj.
- Ja budu, adnak z^a, dzie nas^y arly?
C^as "c^" my pavinny pryznac^yc'.
My vystupim cicha na samaj zary,
pakul vorah s'pic' na dac^ach.
My z^al i spahadu adkiniem prec^.
Za nas^ych z^anc^yn i dzietak
my budziem halovy varoz^yja z plec^
zdymac', jak z^ytco z paletak.
Atrady z'nis^c^alnyja wz^o w lasach,
c^akajuc' tolki zahadu.
S^to z^, koz^namu zdradniku svoj pasah.
Hatova wsio da napadu.
- Palkownik, trymajcie, vos' vam ruka,
ruka nie saldata - paeta.
I vyp'jem davajcie za koler kukard,
za biela-c^yrvony. Za heta!
09.05.1996
Nazad da Antalohii